tytuł

Czyli kurs na strategiczne myślenie...

wtorek, 29 października 2013

Warszawa nieznana- perła na Facebooku

20 godzin i taki sukces!
Prawie 50-cio tysięczna społeczność zgromadzona w jednym, konkretnym miejscu!
Na Facebooku...
I to mocno okrojona, specyficzna społeczność wielbicieli miasta stołecznego- nie słoików, neonów, Hanki czy ś.p Mazowieckiego, ale właśnie nieznanych miejscówek w stolicy.
https://www.facebook.com/MiejscaWWarszawie

Miejsca w Warszawie, o których nie miałeś pojęcia to kontynuacja szlagierowych już stron na FB jak Zdjęcia, których nie znałeś, sportowe sukcesy Polaków i inne- na których gromadzone są wspólnie z fanami ciekawostki w wąskiej dziedzinie.
Dobę wcześniej, bo 27 października powstał mniejszy brat profilu: Miejsca we Wrocławiu, który pomimo, że starszy zgromadził tylko 30,2k fanów. Młodszy brat z Krakowa w ciągu 15h zebrał tylko 14 fanów- gdzie logika?
Oczywiście- Wawa największa, najbardziej zaludniona etc.- i oczywiście liczy się timing i wirusowość zamieszczanych treści.
Profil od wczoraj zamieścił 10 wpisów- sporo jak na jeden dzień, mało żeby obiektywnie ocenić jakość kontentu przed kliknięciem LIKE- tzn. duży potencjał w nazwie- obietnica czegoś unikatowego.
Btw. mnie zamieszczone przez admina miejscówki niczym nie zaskoczyły.

Perła kryje się dopiero w ostatnich postach innych użytkowników.
Prócz standardowych hejtów, że zamieszczają turystyczne spoty, a liczba fanów z pewnością jest kupiona znajdziemy tam bardzo aktywną społeczność wrzucającą swoje zagadki, podpowiedzi, zdjęcia, wspomnienia, wskazówki etc.




User Generated Content proszę Państwa raz jeszcze wygrywa! Społeczność potrzebuje tylko dobrego tematu- call to action, żeby dostarczyć takiej skarbnicy wiedzy, która z pewnością zaciekawi nie tylko mieszkańców stolicy.
Swoją drogą zawsze ciekawa jestem, co się stanie, gdy prowadzącym skończą się pomysły, a jakaś genialna głowa spróbuje zmonetyzować ten wielki profil- który do końca tygodnia chwalić się będzie 6 cyfrową sumą fanów.
Czas pokaże...a teraz śledźmy przyrosty odświeżając przeglądarkę. Podczas pisania tego postu- (całe 9 minut) dołączyło aż 3 tysiące fanów! 


wtorek, 22 października 2013

Reklama natywna: czyli znajdź mnie w kontekście

W Internecie skończył się pewien model komunikacyjny, trzeba szukać nowych rozwiązań. Zasięg to już nie wszystko. Advertising blindness zmusza do poszukiwania nowych form komunikacji korzyści produktowych wśród Internautów.
Native advertising, w przeciwieństwie do reklamy display jest spójną częścią kontentu, upodobnioną do naturalnych artykułów, treści tworzonych przez redakcje serwisów. Co istotne zachowane są w tym samym tonie i stylistyce co wszystkie komunikaty kierowane do specyficznej grupy docelowej konkretnego serwisu. Tym samym mamy większą pewność, że zostanie przeczytany, przyswojony, a co najważniejsze udostępniany przy pomocy serwisów społecznościowych wśród odbiorców zainteresowanych tą tematyką.

Jest porównywalną formą ze sponsored stories i sponsored tweets znaną z serwisowych gigantów tj. Tweeter i Facebook, w dużo sprawniejszy i subtelniejszy sposób prezentowaną w formatach blogowych takich jak +natemat.pl
Z badań wynika, że 52 % częściej zwracamy uwagą na taką formę komunikacji, niż na display, częściej również dzielimy się tą informacją, która jednocześnie ma mocniejszy wpływ na decyzje zakupowe (o 62% więcej).
Tutaj skuteczność to prócz zasięgu również liczba komentarzy, share, like’s czy czasu spędzonego na artykule. +Forbes z reklamy natywnej wzmocnił sprzedaż w 2012 roku o 10%,  w 2014 planuje powiększyć ją o 25%. Polskie kampanie przeprowadzane dla marki tj.Magnat (200 tys. zasięgu), czy kampanii „Dzień z życia” (120 tys. UU) podkreślają potencjał tej formy.

Na rodzimym serwisie +Aktivist powoli przecieramy szlaki w tym temacie.
Poniżej kampania wspierająca promocję aplikacji mobilnej Walk&More.
Zintegrowane działania na blogu, w zakładce promowanych miejsc, czy akcji konkursowych wspieranych User Generated Content w spójny sposób prezentują wszystkie aspekty aplikacji.


W efekcie "podstęp marketerów" jak nazywana jest reklama natywna, powinien do złudzenia przypominać, udawać stałe treści serwisu, bez linkowania, wymieniania nazw marek etc. W praktyce niestety jest to jeszcze trudne, szczególnie pod względem stosunku klientów do takich form.
Założenie Content is King w tej dyskusji nadal nie działa, a wyniki często zależą jak w przypadku treści viralowych od przypadku, wyczucia czasu i szczęścia.

Rozpoczynając kampanię natywną z wydawcą klient otrzymuje pełne wsparcie butiku kreatywnego w postaci pomysłów, koncepcji tematycznych, a także gotowych treści do implementacji na stronie.
Reklamę natywną porównać możemy do lokowania produktu w programach telewizyjnych, które są znacznie bardziej rozpoznawalne i zapamiętywalne niż blok reklamowy między serialami- poprzez system skojarzeń ze standardowymi formami reklamy łatwiej jest uzmysłowić zjawisko implementowane również w starych mediach.

Jeżeli poszukujecie szczegółowych argumentów, żeby przekonać swoich klientów do tej wciąż "niestandardowej" formy promocji serdecznie zapraszam do rozmowy z +Brian Morrissey z +Digiday Content Studio wywiad w naTemat




wtorek, 16 lipca 2013

SHORT VIDEO: a na co to komu?

Nareszcie! Yes, we can!

- wejść w potencjalnie drogą formę promocji jaką jest reklama video
- zaistnieć jako video branded content
- ba, możemy to zrobić na kilka sposób


A, wszystko dzięki Twitterowi i Facebookowi, a dokładniej Instagramowi i Vine'owi.
Od teraz media społecznościowe i kontent video nie będą jednoznacznie kojarzyć się  z YouTubem. Oczywiście obydwie mobilne aplikacje nie powinny zagrozić giganotwi, ale znacząco mogą zmienić kreowanie strategii komunikacyjnych w wielu branżach.

Przyjrzyjmy się na pierwszy rzut Vine. Nie jest to totalna świeżynka, ale dopiero teraz, po pierwszy modyfikacjach i update'ach można z niej swobodnie korzystać, nie czytając miliona komentarzy, zaśmiecaczy feedu (i na Androidach). Z pewnością docenią ją userzy Twittera- gdyż głównie poprzez ten serwis możemy znaleźć przyjaciół (prócz direct mail bądź SMS- wow, co za dinozaur).
Podstawową funkcjonalnością apki jest opcja nagrywania kilkusekundowych filmików, które zapętlają się jak GIF'y. Zabawne, tagowane, kategoryzowane, udostępnianie, komentowane poprzez system kompatybilny z Twitterem (wyłącznie) daje dużo zabawy- jak na razie tylko tyle.



Jeżeli chodzi o zastosowanie marketingowe aplikacji:
- plugin pozwalający prosto z apki udostępnianie treści video bezpośrednio na www, blogu (poprzez unikalny kod do wpięcia)
Oznacza to, że możemy wzbogacić swoje treści na istniejącym już kanale komunikacji. That's it.
- ewentualne konto firmowe na Vine może poprzez odpowiedni dobór #tagów zebrać szerszą społeczność, którą następnie kierować będzie do e-sklepu, promo site etc. (w Polsce zasięg dość mizerny, więc ciężko byłoby za ten kanał budżetować klienta)- potencjał tylko wśród sieciówek
- duży atut dla marek, które swoją komunikację już opierają na Twitterze, szczególnie tych z silnie rozwiniętym BOK: w 7 sekund możemy łatwo pokazać w 3 krokach jak coś zrobić, nacisnąć, wypełnić, wykonać, czyli mini tutoriale, uzupełnieniem na częste odpowiedzi followersów.

Instagram, mam nadzieję znany już wszystkim heavy userom SM długo nie zwlekał po sukcesie konkurenta. Na Facebookowej konferencji z zapartym tchem czekaliśmy nowych featurów aplikacji uczącej się na przykładzie młodszego brata.
Praca domowa odrobiona, ale nie do końca...
Video- opcja dłuższych treści: 15 sekundowych, ale bez zapętlenia (dla usera olbrzymia strata jakościowa, ale także funkcjonalna), dla urządzenia mobilnego wielkie obciążenie (pamięci, transferu)- czas oczekiwania na załadowanie 15 sekundowego filmu przy internecie 3G to około 5 sekund (założenie przeglądania treści na newsfeedzie traci zastosowanie).
Dla marketerów...
15 sekund, to dodatkowe 9 sekund prezentacji produktu :)
Brak zapętlenia pozwala na inną formę, treść w opozycji do Vine'a- NIE ZABAWNY, ALE INFORMACYJNY KONTENT (mini blogi, recenzje, pokazy, skróty z wydarzeń, promocji, pokazów)
Nie robimy dla funu, ale żeby coś faktycznie przekazać, od początku do końca ( z konkretnym plotem).
Oczywiście jest wtyczka do generowania kodu do wstawienia na www lub blog i linkowanie, integracja z FB: olbrzymi plus i zasięg dodatkowy dla kontentu.

A jak to wygląda w praktyce?
Czy mamy już jakieś case'y marketingowe?

+Honda jest w trakcie kampanii ww. BOK dla klientów na Vine. Tutaj filmik opowiadający o niej #wantnewcar- nie bieżąco możemy też śledzić już ich poczynania online.


Mamy również pierwsze konkursy. Tym razem w wykonaniu +Nissan na Instagramie i Vine: mix kanałów?! SUPER POMYSŁ=podwójne zasięgi.
http://yourdoortomore.com/

Dla wszystkich niedowiarków, którzy twierdzą, że w 6 czy 15 sekund nie da się nic powiedzieć udowadniamy. Trailer opowieści o największym wizjonerze naszych czasów +Steve Jobs memorial page
http://instagram.com/p/br4iT0oUeD

Conclusion:
wzbogacajmy nasze koncepty o UGC: najlepiej VIDEO!



środa, 3 lipca 2013

Centra handlowe w czerwcu na Facebooku: komentarz raportu Sotrender

Centra handlowe i supermarkety to ciekawa  kategoria na Facebooku, gdyż każdy profil jest swoistym przedstawicielem regionalnej społeczności.

Pomijając ogólnopolskich gigantów typu +Lidl , czy Tesco w zestawieniu coraz mocniej akcentują swoją obecność lokalne galerie z Bełchatowa, Szczecina, czy Katowic.

O tyle o ile Lidl w ostatnim miesiącu opierał  swoją komunikację „dla odmiany” na tygodniach kuchni, popkulturowych kontekstach tj. Marvelomania, o tyle Tesco ze swoją spójną komunikacją trzyma rękę na pulsie Facebookowych nowości.  W czerwcu zaczęło przemycać elementy kampanii Ciach dodając również ciekawe formy interakcji jak Fanpage na żywo z aktywnymi grafikami z marketów wykorzystujących wizerunek swoich klientów, czy delikatny flirt z #tagami.

W zestawieniu Sotrendera +Sotrender mamy totalną świeżynkę. Carrefour Polska po raz pierwszy w notowaniu w kategorii średniej dziennej liczby osób, które o tym mówią na zaszczytnej 3 pozycji. Co istotne, wynik  ten został uzyskany (prócz prawdopodobnej reklamy) w konsekwencji cyklu smart shopping, który wywołuje niemałe dyskusje w zestawieniu z jakościową obsługą klienta. Fani wyszli z założenia, jeżeli ktoś poucza, to sam musi być wzorem, a od tego krótka droga do hejtów. W komentarzach sporą aktywność wykazują  byli pracownicy, niezadowoleni klienci i inni, którzy marki delikatnie mówiąc nie kochają. Dodatkowym czynnikiem generującym wzmianki były zakupowe anegdoty (konkurs z nagrodami).

W raporcie warto podkreślić ciekawe roszady i wzrosty w kategorii zaangażowanych fanów.
Przy średnim engage na poziomie 4% absolutnymi hitami tego miesiąca okazały się Galeria Olimp, Revia Park i Klif Warszawa. Galeria z Zamościa zaangażowała aż 67% swoich fanów co daje 1271 osób biorących udział w konkursie niezgodnym z regulaminem FB na MISS CH. Większość, bo aż 63% fanów z Bełchatowa konsekwentnie współuczestniczy w życiu galerii, czynnie angażuje się w sondy, wydarzenia i wszystkie natywne aplikacje Facebooka, aktywnie reagując na spójne grafiki.
Klif Warszawa wykorzystał fakt, że galerie handlowe chcąc czy nie chcąc swój biznes opierają na offlinie. Połączył wszystkie dostępne media zaczynając od outdooru i POSM, na FB profilu kończąc zorganizował konkurs zakupy najwyższych lotów. Z rozrzutnością godną europejskiej stolicy pozwolił fanom walczyć o przelot odrzutowcem ze znajomymi. Bez aplikacji, ale odpowiednio prowadzoną komunikacją nakłaniał do dużych zakupów w centrum mody, a przecież to jest właśnie corem biznesu omawianej kategorii.


Dlatego bacznie obserwujmy wskaźniki, rotacje w rankingu, ale nie zapominajmy o tym z czego my, agencje jesteśmy rozliczane. Wysoka pozycja Centrum Handlowego Karolinka (4 względem zaangażowania) uzyskana treściami o Dodzie , klipami typu Coco Jumbo, czy muzyką +Calvin Harris  nie zapewni klientowi zwiększenia koszyka zakupowego, czy częstszych wizyt- jedynie pochwałę, za wysokie wyniki, możliwe, że tylko w czerwcu.

środa, 12 czerwca 2013

Po ciemnej stronie księżyca, czyli rzecz o dark postach

Dzisiejszy post poświęcony będzie alternatywnej, ale i wymiennej formie reklamy na naszym ulubionym serwisie +Facebook+ Fan Page nazywanej dark/unpublished post.

Forma ta dostępna była w FB API w lipcu 2012 roku i powróciła do nas ze wzmożoną mocą w ostatnich miesiącach. Dzięki współpracy z "działem analitycznym" mojej firmy udało mi się przetestować różnorodność i efektywność tej nowinki.
Dla marki +Aktivist lifestylowego magazynu jest to najskuteczniejsza forma pozyskiwania nowych fanów.

Efekt?
Zadziwiająco dobry. Wysoki przyrost fanów na stronie, duża aktywność pod postami nie zamieszczanymi na tablicy.
Ale, żeby nie uprzedzać faktów słów kilka co to, do czego i po co.

Co to:
To forma reklamowa widoczna z poziomu fanowskiego newsfeeda, lub w prawej belce reklamowej udająca treścią i formą autentyczny post marki z tą różnicą, że post ten nie został nigdy opublikowany na żadnej firmowej stronie, tylko taki "udaje".



Do czego:
- update/ status
- foto
- video
- link

Po co:
- gdy standardowe formy na FB już średnio działają, albo windują wysokie koszty per fan
- gdy chcemy dotrzeć do szczególnej, specyficznej grupy, bo możemy tutaj również targetować po płci, relacji w związku, wykształceniu, zainteresowaniach, wieku, lokalizacji, języku.
- jest to również alternatywa do formy reklamowej na FB, która wcześniej przez serwis została odrzucona (np. gdy tekst na obrazku ma więcej niż 20%)

Główne zalety:
- kampanie mogą być bardzo wąskie, niskobudżetowe
- takich postów można wrzucać dużą liczbą bez oddźwięku na faktycznej komunikacji na stronie marki
- linkowanie do popularnych zdjęć, klipów wideo zapewnia większą zauważalność
- wciąż jest to dość świeża (mniej ignorowana przez fanów) forma reklamy

Ograniczenia:
- nie więcej niż 90 znaków
- nie można targetować po Cutome Audiences
- nie można targetować po kategoriach partnerów

Co zrobić, żeby było dobrze?
- wąsko targetować odbiorców
- nawiązywać do trendy wydarzeń, newsów
- często wymieniać kontent
- linkować do YouTuba'a

Czy polecam?
Tak, szczególnie przy lifestyle'owych markach, które swoje zasięgi mogą budować na popkulturowych ikonach, newsach ze świata etc. Forma sprawdzi się również przy tych, które nazwijmy to nie mogą sobie na za dużo pozwolić  na stronie ze względu na mocno restrykcyjny guideline, w ogóle politykę komunikacji firmy, a taką formą, może czasem kontrowersyjną, lub odchodzącą od strategii działań na profilu można bez większych konsekwencji, tymczasowo wprowadzić.

Więc na co czekać?
Tutaj tutorial w kilku krokach jak zacząć historię z dark postami:
Jak puścić kampanię dark post?



czwartek, 23 maja 2013

Mobilne magazyny

Wpiszcie w Google tytuł tego posta, w różnych konfiguracjach.
OK, podczas pisania tego postu +T-Mobile PL  się ładnie wypozycjonował (ale to świeżynka, obiecuję).

Wyjdzie nam jak digitalowa, nowoczesna, mobilna jest nasza ojczyzna.
Pod stwierdzeniem tym kryją się rozwiązania jak składować nasze rzeczy w ruchomym pomieszczeniach- z mobilem nie ma to nic wspólnego.
Dobrze, że uczymy się języków, więc w angielskiej wersji tego hasła sytuacja wygląda już znacznie lepiej. Z ciekawszych pozycji, które warto przytoczyć:



Auto Świat/  +Ringier Axel Springer CZ
https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.axelspringer.as.play&feature=search_result

iAM/  +Yellow Hat Media
https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.iammagazine&feature=search_result

KukBuk
https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.com.kukbuk&feature=search_result

 +Newsweek Polska
https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.axelspringer.newsweek.play


Jaka szkoda i wielka strata, że większość(znamienita) dostępna jest tylko na tablety. Na smartfonach, nawet tych z dużymi ekranami czyli  +Nexus  +HTC czy SG3/SG4 itp nie ma szans przejrzeć tych pozycji.

Pytanie brzmi: po co w takim razie robić, wydawać kasę, uzupełniać i dostarczać kontent jak w Polsce liczby sprzedanych tabletów nadal są drastycznie niższe niż smarfonów?
Z badań Allegro za IV kwartał 2012 roku (sprzedanych sztuk tabletów i czytników) wynika, że w ciągu tych 3 miesięcy sprzedano 56 000 tabletów (dane od firmy Manubia). Liczba wskazuje na dobrą tendencję, a nawet jest dość zaskakująca, ale wciąż... Nie wiemy ile z nich ma przy tym stały dostęp do internetu (bardziej miarodajne byłyby dane z telekomów), czy jaki procent z nich faktycznie ma już w zwyczaju (jak wiemy Polakom nadal kiepsko to wychodzi) ściągać apki na dysk.
Oj daleka droga przed nami.
Konkluzja?!
Róbmy dobre, responsywne sajty, które śmigać będą tak dobrze na telefonie, tablecie jak i PC'cie. Korzystajmy z gotowych narzędzi typu +Issuu , czy Next i nie wymyślajmy koła na nowo. Zaoszczędzimy, nie stracimy userów, nie stracimy leadów- czyli zarobimy :)
A mamy już piękne benchmarki: +Mercedes-Benz , czy rodzimy (made by Valkea) sajt blogowy Inspired by fashion. Gorąco polecam, szczególnie na smartfonie!


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Facebook mobile

Dzisiaj gościnnie (po długiej przerwie) wpis Łukasza Trębickiego, analityka z Valkea Social Media dot. zmian i obecnego wyglądu mobilnego Facebooka. Bardzo inspirujący, dający do myślenia- check it out!


Nie +Coca-Cola , nie Rhianna” i nie +Leo Messi Messi, a skromny i pospolicie brzmiący
„Facebook for Every Phone” jest w tej chwili największym fanpagem na świecie, mającym przeszło 200 milionów fanów z przyrostem 3 mln tygodniowo.
Sam Facebook już zawczasu wyciągnął wnioski z tego zainteresowania mobilną wersją swojego serwisu i ustami samego Marka Zuckerberga zapowiedział rok 2013 czasem mobile’u.
Po czterech miesiącach od tej deklaracji, sprawdzamy jak Facebook wywiązuje się ze swoich zapowiedzi.
Pokuta i rozgrzeszenie
Zacznijmy od tego, że developerzy mobilnej wersji Facebooka w końcu wzięli sobie do serca wiele, naprawdę wieeeele krytycznych głosów co do płynności, zasobożerności i stabilności ich mobilnej aplikacji i z końcem 2012 roku udostępnili nam zupełnie nową i zauważalnie szybszy czytnik Facebooka.
Po kilku latach oczekiwań przeplatanych kolejnymi falami narzekań, użytkownicy w końcu dostali dobry produkt. No cóż, lepiej późno niż wcale.
Zmiany początkowo dotyczyły tego co niewidoczne – “wnętrzności” (rezygnacja z +HTML5 na rzecz natywnej aplikacji), ale z czasem użytkownicy mogli zobaczyć dyskretne zmiany także
w layoucie i w postaci nowych funkcji.
I tak od początku roku mobilna aplikacja wzbogaciła się m.in. o:
  • Możliwość wysyłania wiadomości głosowych za pomocą Messengera,
  • Lepszą integrację Eventów z kalendarzem smartfona (przycisk „Przypomnij mi” – ostatecznie zostaje w fazie testów),
  • Lepsze eksponowanie przycisku „Lubię to” dla stron w NewsFeedzie, itd., itp.
Równocześnie do udoskonaleń w swojej aplikacji Facebook zapowiedział „Home” – nakładkę graficzną zupełnie zmieniającą interfejs Androida-  przekształcającą go w niemal nowy, odrębny system operacyjny, w którym centralnym punktem dla wszystkich funkcji i aktywności staje się  Facebook.
Zresztą  zobaczcie sami:
Biznes w wersji mobile
Wszystko to co wymieniliśmy powyżej to jedynie część zmian, którymi mogą cieszyć się „zwykli użytkownicy”. Mało? To sprawdzamy dalej, bo… wiele istotnych rozwiązań zostało udostępnionych także marketerom. Co Facebook przygotował dla nich?
Do tych najważniejszych postanowiliśmy zaliczyć:
  • Udostępnienie Pages Managera dla Androida – zupełnie odrębnej aplikacji pozwalającej na moderowanie fanpage’a z urządzenia mobilnego,
  • Możliwość uruchamiania kampanii „Promoted Posts” bezpośrednio z mobilnej wersji Facebooka,
  • Zupełnie nowy design stron firmowych z lepiej eksponowanymi funkcjami lokalizacji
    i pięciostopniowej oceny miejsc zameldowania

Źródło: insidefacebook.com


Nadal nie zachwyca Was tempo zmian w sferze mobile? To przenieśmy się na wersję desktop, bo..
…ponad tymi wszystkimi zmianami, w ostatnich miesiącach zobaczyliśmy również zupełnie nowy wygląd desktopowej wersji serwisu.
Spójrzcie na niego i odpowiedzcie sobie czy czegoś Wam nie przypomina?
Źródło: Facebook.com
Tak, tak. Inspiracja wersją mobilną jest aż nadto widoczna i jasno sygnalizuje kierunek, w którym chce iść serwis – by doświadczenia z Facebokiem były takie same, niezależnie od rodzaju urządzenia, z którego się logujemy. Dla użytkowników wersji mobilnej sygnał ten może oznaczać tylko jedno – jeszcze więcej nowych funkcji i możliwość jeszcze pełniejszego obcowania z serwisem w najbliższych miesiącach. To także sygnał dla nas marketerów, by  częściej spoglądać w stronę mobilnych wariacji Facebooka i wykorzystać ich rosnący potencjał.
To co, gotowi na „Facebook for Every Phone”?


czwartek, 4 kwietnia 2013

Besty marzec

Czyli podsumowanie marca na fejsie.

Pomijając takie bomby jak śnieg, zające zamiast bałwanów, akcję z nc i anty nc+ to nic się za bardzo nie działo. Wirus znany pod pseudonimem "phishing" zlikwidował tymczasowo klika firmowych fanpage'y, ale żadne z tych zagadnień nie było strategicznym posunięciem konkretnych marek (przynajmniej mam taką nadzieję).

Zatem zajmiemy się istniejącymi, powoli, prawie organicznie rozwijającymi się perełkami, które wcześniej nie wpadły w moje ręce.
Po 1.All money.
Fanpage dostępny pod tym linkiem https://www.facebook.com/AllmoneyPolska?fref=ts
Warto prześledzić obecność tej inwestycji w serwisie Facebook.
Na pierwszy plan wysuwa się nietuzinkowa grafika, unikatowa, dedykowana dla brandu.
Charakterystyczny brand hero towarzyszy nam w codziennej komunikacji, ale także w akcjach taktycznych.
Różowy hipcio rysowany ciekawą, wyróżniającą się kreską nawiązuje do współczesnych wydarzeń, nie moralizując, czy starając się edukować na siłę, jak to ma miejsce w przypadku innych instytucji finansowych.

Moje serce skradły karykatury aktorów, celebrytów czy popularnych memów...



Oczywiście, wiele osób uzna to za tani chwyt, budowanie tożsamości na fali popularnych eventów. Bzdura!
Marka w oryginalny sposób wykorzystuje to, co faktycznie angażuje w sieci. Temat pożyczek czy finansów nie jest sam w sobie powodem to dyskusji (reason to talk). Im się udaje, bo dodatkowo wykorzystują humor, nie prezentując oferty produktowej wprost. Linkowania do strony www stanowią raptem 10% (czyli akceptowalny próg) nie rażą, nie odrzucają.
Pewne jest również, że posty Alll money wyróżniają się na Facebookowym newsfeedzie: kolorystyką, kreską, animacją.

+Amber Gold Marketing+Provident Financial czy inne tego typu instytucje sporo namieszały w branży uprzedzając marketingowców do zdecydowanych działań PR-owych, czy stricte ofertowo-marketingowych.
Innymi słowy, trzeba znaleźć swoja drogę, swój sposób komunikacji, który nie połączy w rozumieniu konsumentów tych tak różnych instytucji pod wspólną banderą kłamców i oszustów.
Z ciekawością śledzę ten Fanpage i czekam na nowe odsłony hipo-grafik.

Na koniec coś z innej beczki.
Fanpage inicjatywy Zawieszona kawa.


Skąd się to wzięło?
"W chwilach niezwykłej radości neapolitańczyk płaci w barze nie za jedną kawę, którą wypija sam, ale za dwie - jedną dla siebie, a drugą - dla klienta który przyjdzie tam później. To jakby fundował kawę całemu światu..." 

W serwisie Wawalove takimi słowami opisano inicjatywę, a właściwie jej współczesną wersję:

Mechanizm jest prosty jak budowa serca: ludzie płacą z góry za kawę przeznaczoną dla tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na kupienie gorącego napoju. 

Zawiesić można wszystko: kawę, ciastko, chleb, herbatę. Barman zaznacza na tablicy, widocznej dla odwiedzających kreseczką zawieszony produkt, żeby każdy przy kasie mógł skorzystać z giftu. Akcja ma wydźwięk społeczny, nie reklamowy, jest zgodna z prawem (fiskusem etc), celuje w dobre, ludzkie serca, które bez poklasku chcą zrobić coś dla innych.
Co ważniejsze, wierzą w to sami właściciele lokali: w akcji są już kawiarnia Relaks, +Klubokawiarnia Grawitacja, Kafka i inni (również z Krakowa). Czekamy na dalsze miasta i rozrost sieci.
Widzę tez potencjał marketingowy, a nawet socialowy szczególnie dla sieciówek.
Popularne SPOTTED, ogłoszenia drobne, zaproszenia do kontaktu etc. będą mogły odbywać się poprzez małe podarunki w ulubione miejsca.
Przykładowo:
Przyjdź do kawiarni, kup i wypij kawę. Kup dodatkową z extra cukrem, syropem migdałowym etc.
Napisz na swoim Fanpage'u gdzie, dla kogo i co zawiesiłeś...czekaj na odzew. Lub zrób ogłoszenie drobne na Fanpage'u marki: ja wysoki brunet, wybrałem ulubiony smak swojej kawy XXX, czekam na zainteresowaną brunetkę, która odbierze ten mały wyraz sympatii i odpowie w komentarzu, czy jej smakowało.
I tak dalej, i tak dalej...
Możliwości jest tyle ile naszych pomysłów.
BRAWO! takie akcje to ja lubię, od ludzi, dla ludzi!
Enjoy good coffee


środa, 27 marca 2013

Flipboard 2.0

+Flipboard to aplikacja mobilna, mam nadzieję dobrze znana posiadaczom smartfonów czy tabletów do pozyskiwania ciekawych, agregowanych i pokategoryzowanych treści z sieci.

Początkowo wyłącznie w języku angielskim i dość uboga tematycznie, obecnie również z lokalnymi treściami, które można wyszukiwać po słowach kluczowych, integrować z kontami społecznościowymi etc.
Od początku widziałam w niej olbrzymi potencjał, szczególnie na polskim rynku.
Rozwój aplikacji, która moim zdaniem jest najładniejszą, najbardziej intuicyjną mobilną produkcją następował niestety zbyt wolno. Były tez tego plusy: treści zamieszczane w apce były sprawdzone, autorskie, dobre jakościowo i merytorycznie- nic do zarzucenia.



Dopiero teraz jednak aplikacja spełnia swoją obietnicę bycia SOCIAL MAGAZINE i otwiera się na kontent od samych odbiorców pozwalając (oczywiście nadal w narzuconym, perfekcyjnym szablonie) tworzyć treści oddolnie, pod banderą konkretnej tematyki magazynu, wrzucając treści pod jedną nazwą.
Flipboard jednocześnie dopieszcza jeszcze wygląd nagłówków, umieszczając artykuły i tytuł magazynu na przeźroczach na zdjęciu tworząc unikatowy layout, jak na rozkładówce papierowego magazynu.
NO CUDO! ale to nie wszystko...
Aplikacja integruje się z +SoundCloud dopasowując ulubione tracki do przeglądanego magazynu, a także z +Etsy pozwalając na zakup przeglądanego produktu z poziomu aplikacji...

Wszystko to możecie prześledzić na filmiku instruktażowym tutaj:
http://www.theverge.com/2013/3/26/4151110/flipboard-2-0-refreshes-apps-look-now-lets-everyone-run-their-own#ooid=M4ZzZpYToWFTQhrQZPyUnCx4cCF2y7AH

Nie sposób pominąć komercyjnej strony i możliwości Flipboarda dla marek (nie tylko magazynów).
Jeżeli kiedykolwiek zainspirowani Flipboardem chcieliście stworzyć takiego giganta na polskie treści, to już stanowczo na to za późno (wiem, są mini agregatory, ale to nie to samo).
Gorzej, jeżeli chcieliście tworzyć dedykowane magazyny mobilne, to też już za późno, nie róbcie tego!
Ta era właśnie dobiegła końca.

Flipboard ma (jak deklaruje) 50 milionów userów, teraz będzie tylko rósł, otwierał się na regionalne treści, zrobi konkurencję i namiesza sporo w apkach.
Magazyny mobilne +Vogue+Interview Magazine czy inne będą musiały uznać to medium jako nowy kanał komunikacji, może nawet zastępczy, a z pewnością MUST HAVE na mobile.
Wielki potencjał będą miały w aplikacji także marki fashion i beauty, które będą mogły prezentować w niej najnowsze lookbooki, katalogi etc.
Już zacieram ręce na magazyny +River Island+MANGO w wersji mobilnej na Flipie.
+The Verge donosi, że nowe funkcjonalności dostępne są już na iOSie, my androidowcy, jeszcze chwilę będziemy musieli poczekać...Ale warto!




piątek, 22 marca 2013

Po co młodym Facebook?

Młodzi, to niepełnoletni (13-18), ale także Ci których prawnie na serwisie być nie powinno, czyli dzieci poniżej 13 roku życia...
Ci ostatni sprytnie obchodzą system i bytują z nami, we wspólnej społeczności.
O ile wiemy czego my tam szukamy, jak się zachowujemy, co śledzimy, lubimy, komentujemy, o tyle dolna granica wiekowa naszego społeczeństwa nadal zaskakuje, szczególnie coraz liczniejszą i aktywniejsza konsumpcją nowych mediów.
Statystyki Facebooka wskazują, że osoby niepełnoletnie stanowią wśród polskich userów aż 20% (tych oficjalnych). Ile jest osób jeszcze młodszych niż deklarowane 13? Możemy tylko szacować, lub przywołać dane deklaratywne z Megapanelu, które wskazują na liczbę:
1/5 userów Facebooka, to pokaźna próba do zbadania ich zachowań.
W Stanach sytuacja wygląda jeszcze ciekawiej...

Minor Monitor, Badanie 1 000 userów U.S w 2012 roku
Pełna infografika http://media-cache-ec3.pinterest.com/originals/d1/42/87/d1428721fa5918a236465f83d8cd616c.jpg

Na potrzeby tego tekstu przyjrzałam się kilku profilom prywatnym, które mam w swoich znajomych, jako reprezentatywnej, bardzo wyraźnej próbie, zdefiniowanej przeze mnie jako below 13. Na szczęście ich twórcy nie wyglądają jak Ci na obrazku (aż tak młodo jak w USA), ale z pewnością nie są jeszcze świadomymi odbiorcami treści Internetu.


Dodam tylko, że tekst ten nie ma na celu moralizowania, czy zastrzegania konkretnych witryn przed dziećmi, zastanawiam się tylko i badam ruchy tych grup w mediach, w końcu za kilka lat komunikaty reklamowe będą kierowane właśnie do nich .

Odpowiedzią na to co ich interesuje i czego szukają, jest oczywiście rozrywki.
Wynika to ze statystyk serwisów typu +bebzol.com, Besty, +Demotywatory+Kwejk czy innych bardzo często udostępnianych, cytowanych treści.
Fecebook jest poniekąd przedłużeniem tego trendu, miejscem dzielenia się najśmieszniejszymi treściami.
Ale nie tylko...
Na drugim miejscu względem popularności są wszelkiego rodzaju gift makery, testy, quizy, horoskopy, które dzieci rozwiązują dla funu, ale również z ciekawości, chęci interakcji, eksploracji nowych, darmowych narzędzi.
Bardzo istotnym aspektem jest dla nich budowanie swojego wizerunku.
Ale nie w taki sposób, w jaki robimy to my: poprzez checkowanie się na lotniskach, rozbudowaną liczbę doświadczenia zawodowego w informacjach profilowych, czy finezyjne zdjęcia z tropikalnych wakacji.
Dla nich istotny jest wizerunek w wąskich grupach interakcji: w klasie, szkole, na podwórku itp.
Jak to robią?
Przenoszą 1 do 1 te same społeczne zachowania, które znamy z naszej młodości na digitalowe narzędzia:
pamiętniki, złote myśli, albumy ze zdjęciami, ankiety, sekrety, liściki etc.

Dorosłym użytkownikom serwisu nie przyszłoby do głowy, że dzieci, tak jak i my mają swoje trendy Facebookowe. Kiedy my wrzucamy przyrządzony właśnie niedzielny obiad po filtrach na naszego walla, Kasia, lat 10 publikuje szereg (około 10) pytań opisujących jej osobę względem kolegów z klasy.
Emocje, pytania, które nie mogą być wyrażone wprost, face to face znajdują swoje miejsce w komentarzach, like'ach, czy share'ach ulubionej piosenki +One Direction.
Na Facebooku jest po prostu łatwiej...
W sieci dochodzi do tego nowy aspekt: anonimowość. Nie totalna, bo przecież to nasz profil, z imienia, nazwiska, wizerunku, ale nadal nie musimy naszych emocji wystrzeliwać komuś prosto w twarz.
Formy ekspresji są niebywałe:
Polub to, a napisze Ci:1. Jak Cie nazywam?2. Czy mógłbym iść z Tobą za rękę?3. Co mi się w Tobie najbardziej podoba?4. Na ile procent Cię lubię?5. Wyzwę Cię, abyś wstawił(a) to na swoją tablicę

Kliknij Lubie to a ci powiem jak cię lubię :)
10%- wróg numer 1
20%- nienawidzę cię
30%- nie lubię cię
40%- z przymusu
50%- może być
60%- lubię cię
70% bardzo cię lubię
80%- bardzo bardzo cię lubię
90%- kocham cię
100%- oddam za ciebie życie
:) A teraz wstaw to na swoją tablice :)


Na potrzeby tego tekstu przeprowadziłam również małe badanie, z jakim odzewem spotka się taka forma interakcji z moimi znajomymi, przy zachowaniu minimum realizmu (tematyka branżowa).

Niestety jak widać, odzew pod postem nie był tak liczny jak wśród dzieci.
Dla uwiarygodnienia warto dodać, że omawiane profile  nastolatków mają taką samą, lub większą liczbę znajomych co ja...


Profile dzieci są bardzo rozbudowane, może nie o doświadczenie zawodowe, czy szkoły, ale o zdjęcia, materiały wideo i tagi. Najczęstszymi aktywnościami są komentarze. Dzieci w porównaniu ze swoimi rodzicami nie boją się, nie wstydzą komentować.
Ich aktywność jest oczywiście bardzo ograniczona, szczególnie tych under 18.
W serwisie jest ich rodzina, rodzeństwo, znajomi rodziny etc. Zamieszczane treści muszą być mocno ograniczone, jak nie cenzurowane.

Dla mnie oczywiście najistotniejsze jest jedno pytanie:
Jak tą liczną grupę możemy wykorzystać pod względem rozwijania przyszłych zachowań konsumenckich? Przecież to ponad 2,5 mln kont?!
Oczywiście, na pierwszy rzut przychodzą do głowy:
- Gry
- Fanpage tematyczne: brand hero, rozrywkowe z memami, typowo lifestyle'owe (nie koniecznie obrandowane)
- Dedykowane narzędzia: do kolaży zdjęć, generatory memów, albumów, wyliczanek etc.
- Kontent video: na samym Youtubie dzieci w wieku 7-13 lat  jest ponad 1,6 mln (Megapanel/PBI)
Ale czemu tego właśnie najmłodsi mieliby szukać na FB, przecież to nie jest dla nich dedykowana przestrzeń, anie kanał do grania, stricte rozrywki.

Osobiście widzę jeszcze jedną przestrzeń... Dużo mocniej eksplorowane, szerzej rozumiane budowanie własnego wizerunku. Jednak nie tak jak wśród dorosłych, w porównaniu z osiągami innych, ale bardziej w tendencji poszukiwania aprobaty, rozwijania w sobie kreatora własnej osobowości, świata.

+Minecraft jest fenomenem potwierdzającym jak złożona jest psychika i percepcja dzieci w zestawieniu z płytkim kartkowaniem treści w sieci przez nas samych.
Dla tych, którzy nie wiedzą co to, albo nie widziały tych najpopularniejszych produkcji cyber świata zapraszam do filmiku.
http://www.youtube.com/watch?v=Rnq9N5bK-4k


Nikt nam już nie wmówi, że to nisza, wąska grupa odbiorców, jeszcze węższa grupa twórców. Liczba wyświetleń tych episodów i komentarzy pod nimi broni się sama.
Wasze dzieci to kreatorzy...
Nie odtwórcy, nie followersi, nie influncerzy, a już z pewnością nie odbiorcy kultury/treści masowych.
Oni sami ją tworzą, takich narzędzi, schematów oczekują od przyszłych mediów i po trosze odnajdują je teraz właśnie w grach, budowaniu swojej pozycji wśród rówieśników.
Dla wielu to jednak to stanowczo za mało i za chwilę odwrócą się od tych kanałów, nie w poszukiwaniu nowych, ale tworząc te nowe, o których nam (starym) się jeszcze nie śniło.




piątek, 15 marca 2013

Digitalowy Darwinism

+Brian Solis, mój osobisty guru, mistrz futurologii, analityk nowych mediów rzekł:
"In an era of Digital Darwinism, no business is too big to fail or too small to succed...this is Your time".
Brzmi trochę patetycznie, moralizatorsko, wręcz jak groźba dla współczesnych marketerów.
Żeby poczuć klimat tej wypowiedzi warto obejrzeć video:

Zagadnienie poruszane było w kontekście umierania marek, potężnych bankructw +Kodak, Polaroida, czy +HUMMER, które nie wczas dopasowały swoje narzędzia, filozofię, produkty do zmian cywilizacyjnych.
Jednak to, na czym warto zorientować przyszłe zmiany, to słowa wyrwane z kontekstu Solisa, zadać sobie pytanie czy tworzymy doświadczenia, czy tylko reagujemy na zastane sytuacje, czy klient jest dla nas najważniejszy? Jak istotne w obecnym marketingu są strategie zorientowane na klienta, a nie produkt, narzędzia, czy nawet technologie.

Digitalowy Darwinizm, to sytuacja, gdy rozwój technologii jest szybszy, niż społeczna zdolność jego adaptacji.

W dosłownym rozumieniu możemy podać przykład smartfonów, których postęp technologiczny jest tak nagły, że ludzie nie nadążają za przyswojeniem wszystkich funkcji, akceptacją zmian w formach płatności. Nie wykorzystują w pełni parametrów, których dostarczają im nowe narzędzia, które jeszcze kilka lat temu miały jedno zadanie, dzwonić poza domem.
Jest to najbardziej intuicyjne zobrazowanie zagadnienia.
Technologowie po prostu starają się być o krok przed nami, żeby mieć czas i możliwość dostarczenia nam najbardziej rozwiniętych sprzętów, których oczekujemy, które będą nam służyć i ułatwiać życie.

Nie jest to zadziwiające, proces digitalizacji postępuje coraz szybciej. Dużo trudniej wygląda planowanie trendów społecznych, zmian postrzegania mediów, konsumpcji produktów etc.
Na szczęście nie pozostajemy z tym sami (my marketerzy, my stratedzy, my plannerzy).
Agencje analityczne, futurolodzy są po to, żeby nam pomagać. Nie wróżą z fusów, a badają zachowania, tendencje zmian konsumenckich przyzwyczajeń. Potrafią to robić z dość dużym wyprzedzeniem, nadając kierunek, "wind of change", pod którego kontem możemy dopasowywać nie tylko produkt (jeżeli to możliwe), ale styl komunikacji.



Najczęściej cytowany +Gartner, którego prognozy od wielu lat nadają ton rozwojowi mainstreamowych technologii mocno skupia swoje oczekiwania na społecznościach.
Takie trendy jak +Gamification czy Social Analytics przewidywane w 2011 roku za widmo najbliższych 2 do 5 lat okazały się faktem, nawet w Polsce.
Bez narzędzi takich jak +Sotrender czy +Brand24 trudno badać zachowania i oczekiwania polskich konsumentów w ogóle, nie tylko na Facebooku.
Praca w czasie rzeczywistym na ich zachowaniach upodobaniach , to najbardziej pomocny wynik, efekt mediów społecznościowych dla marketerów.
Insighty z SM pozwalają zmieniać, dostosowywać taktyki działań do oczekiwań konsumentów, ale także kreować nowe twory, praktyki, które okażą się must have w najbliższych latach.

Gamifikacja, niewdzięczne dziecko gier i marketingu chociaż bardzo mozolnie, ale już na dobre wkradła się w alkowy promocji konsumenckich.
Obserwując poczynania HBO Polska, czy aplikacji typu Paczka w Ruchu trudno mówić o digitalowym zacofaniu społeczeństwa. Wręcz przeciwnie. Akcje takie wychodzą przed szereg, torując drogę następnym branżom w wyścigu o zaangażowanie w markę.

Przyjrzyjmy się dalej grafowi wskazującemu na przyszłe trendy NFC czy wykorzystania AR.
Technologia sama w sobie już odkryta, ale jeszcze nie spożytkowana odpowiednio do jej potencjału.
Granatowe kropki na krzywej stanowią punkty zapalne, czerwone lampki, których zastosowanie otwiera nam nowe horyzonty, otwiera drzwi, zapraszając do wyprzedzenia peletonu.

Brian Solis wskazuje palcem: This is Your time!
Tylko od nas zależy jak go wykorzystamy, czy będziemy powielać, czy tworzyć benchmarki.





piątek, 8 marca 2013

Cover Photo: nowa przestrzeń reklamowa


8 marca- dzień kobiet.
Zamiast skupić się na kreacjach kartek z życzeniami w Social Media (spokojnie, na to też przyjdzie pora) prześledzimy dzisiejsze zmiany.
Prócz tego, że zajawili nowy układ profil, więcej tutaj: https://www.facebook.com/about/newsfeed
To pokazały się już nowe powiadomienia w newsfeedzie o polubionych stronach przez naszych znajomych.
Teraz widzimy miniaturę polubionego profilu, z profile picture i cover photo.
O słodka naiwności...jakie to piękne narzędzie dodatkowego dotarcia z przekazem naszej marki do nowego grona odbiorców. Ba z poziomu naszej tablicy możemy od razu (przez specjalny button) polubić ten Fanpage.

I tak w piątek, piąteczek, piątunio mamy wysyp branżowych (ale i nie tylko) cover photo z różnymi zabiegami jak jeszcze bardziej przekonać do siebie rzesze przyszłych fanów.
Na pierwszy rzut agencja K2.

Powtórzenie logotypu- bo ten w profile picture w miniaturze może być niezauważalny.
Spójna, wyróżniająca się grafika. Brawo- dobra robota.

Podobny, chociaż mniej dosadny sposób klub Sztuczki.

Spójna kolorystyka. Logotyp przeniesiony do Cover photo: good job. Plus 10 za szybki response na zmiany (poza branżą reklamową).

I na koniec. W myśl pokażmy w pierwszej kolejności to co mamy najlepsze, czyli naszych pracowników.
+Interactive Solutions  w kobiecym, romantycznym wydaniu.


Super, czekam na więcej i sama się zastanawiam co możemy zrobić WOW na Fanpage'u +Valkea Social Media

czwartek, 7 marca 2013

Responsywność: czyli Socially Devoted

Responsywność to w ostatnim czasie bardzo modne, popularne przez co nadużywane słowo w budowaniu wizerunku marek. Pochodzi od angielskiego wyrażenia response czyli odpowiedź. Używać go  możemy w wielu kontekstach.
W tematyce designu i projektowania jest to technologia/praktyka pozwalająca na efektywny dobór treści, rozmiarów i narzędzi pozwalający na ich odbiór w doskonałej, czytelnej jakości na wielu urządzeniach, bez względu na rozmiar, układ etc.
Dla bardziej zainteresowanych to co lubię najbardziej, infografika:
http://pinterest.com/pin/15621929929241874/

To co jednak jest bardziej interesujące, zagadkowe, mierzalne to marki socially devoted. Stwierdzenie w ciekawy sposób zobrazowane przez +Socialbakers.com  w kontekście  parametrów, wykorzystywanych do mierzenia efektywności działań firm w mediach społecznościowych.

Zwrot ten oznacza w 3 krokach:

  • otwarcie walla na user generated content, 
  • odpowiadanie na zapytania, aktywność fanów, 
  • ale także robienie to w odpowiednio krótkim czasie.

Socialbakers stawia odważną tezę: time matters

Średni czas odpowiedzi na FB marek to 13,7 h (z roku na rok coraz krótszy),  mimo to, ponad 40% pytań w serwisie pozostaje nadal bez odpowiedzi. Co jest najistotniejsze, to to że dla fanów kanał ten stał się jednym z głównych kanałów roszczeń, ale i zdobywania informacji. Ilość zadawanych pytań w porównaniu Q2 do Q4 wzrosła aż o 26%.
Ale co w praktyce oznacza reponsywność w mediach spolecznościowych marek?
Jaki ma wpływ na ich wyniki, zaangażowanie i ogólne postrzeganie przez fanów?
Wskaźnik jest bardzo istotny dla tzw. sektorów z rozbudowanym Customer Service, ale i tych usługowych, e-commerce'owych, problematycznych, roszczeniowych, dla których FB stał się jednym z głównych źródeł kontaktu z klientem.
W tej kategorii z pewności mieszczą się telecomy, finanse i bankowość, linie lotnicze, ubezpieczenia, sklepy internetowe, usługi przewozowe, kurierskie i wszystkie inne, w których dialog z klientem jest podstawą relacji biznesowych.
I tak mamy metryki, które pozwalają nam badać Social Customer Care poprzez liczbę fanów vs liczbę kontentu postowanego przez nich na Fanpage'u marki w zestawieniu z Response Time (średni czas odpowiedzi marki) i Response Rate (procentowy odzew na posty fanów).
Takie wyniki ułatwiają markom zdefiniowanie po pierwsze:
- stopnia zaangażowania, potrzeby ich konsumentów do dialogu z marką
- procentu negatywnych (roszczeniowych) wypowiedzi vs tych stricte informacyjnych, wynikających z braku dostatecznych danych w innych kanałach
- critic time: czyli czasu, w którym fan wymaga odzewu, tak, żeby zaspokoić ciekawość jednocześnie nie pobudzając fali negatywnych wypowiedzi

Czy warto być mocno responsywnym w mediach społecznościowych?
Zdecydowanie TAK.
Nie trzeba przecież mieć największej czy najbardziej popularnej społeczności na Facebooku.
Najmniej responsywne są właśnie kolosy typu Starbucks, McDonalds, Adidas czy Yamaha.
Ważne, żeby prowadzić z nią dialog, po to powstały te serwisy. Nawet jeżeli wskaźniki budowane są negatywnymi wpisami, roszczeniami, to czynna dyskusja, kierowanie ruchu z SM do formularzy kontaktowych, kontaktu z CS zapunktuje w ogólnej ocenie działań firmy w nowych mediach. Szybko wykryte kryzysy można zdusić w zarodku, a opinie fanów wykorzystać do prowadzenia biznesu jako niezbędne insighty.
Nie mogę pominąć polskiego akcentu w rankingu światowym najbardziej responsywnych marek, które zajęło +Orange Polska  szanowne numer 5! Średni czas odpowiedzi marki to 101 minut. WOW. Tylko 36 minut dzieli giganta od argentyńskiego lidera z ponad o połowę mniejsza liczbą fanów.
Oby tak dalej, czuje patriotyczną dumę, szacunek dla agencji obsługującej Orange, jednocześnie zastanawiam się czy trzeba dopuścić do kilku poważnych kryzysów, żeby nauczyć się na błędach
i wyprzedzić peleton o dwie długości?
Życzę sobie i innym pragmatyzmu i otwartości na dialog, a strategom wnikliwego przeanalizowania coraz szerszej liczby kategorii w zestawieniu Socially Devoted.



Więcej danych na:
http://sociallydevoted.socialbakers.com/?ref=socially-devoted-banner-q4#utm_source=socialbakers.com&utm_medium=banner&utm_campaign=socially-devoted-homepage

piątek, 1 marca 2013

Besty luty 2013

Nowy miesiąc, nowe oczekiwania.
Przed weekendem wpadam w pewną nostalgię, brakuje mi Fanpage'y z prawdziwego zdarzenia.
Ukochane Tap Madl czy JBM dawno wymarły, trudno znaleźć tam coś co faktycznie wywoła spontaniczny uśmiech na twarzy.
A jednak... W ostatnim miesiącu wynalazłam kilka pereł, które pretendują do hiciorów, a wręcz mają potencjał do top 10.

Pierwszy, który zasłużył na wyróżnienie to doceniony już w mediach branżowych Fanpage Żubry online.


https://www.facebook.com/ZubryOnline
Profil istniejący od połowy grudnia 2012 zdołał zgromadzić ponad 43 tysiące fanów.
Liczba ta nie dziwi, ze względu na powszechną miłość i uwielbienie dla ginącego gatunku. To co jednak zaskakuje, to po pierwsze pomysł Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku na wykorzystanie kamer w lesie do zwiększenia popularności swoich podopiecznych, a także poziom zaangażowania zgromadzonej społeczności. Prawie 6 tysięcy osób mówi o Fanpage'u, popularne posty wywołują salwy euforii: ostatni post 94 udostępnienia, 1642 like's, 140 komentarzy. WOW, pozazdrościć. Content Designerzy- uczcie się od najlepszych!

Druga perełka, która bawi mnie do łez to Kościoły, które udają kury
https://www.facebook.com/kokoscioly

Wbrew pozorom nie jest to klub miłośników drobiu, ale twórczej sztuki fotomontażu, który zgromadził już ponad 13 tysięcy fanów. Fanpage również bije wszelkie rekordy. Najzabawniejsze posty zdobywają setki polubień i udostępnień. Autorzy szukają drobiu we wszystkim, nawet insightach Facebokowych. W ostatnim czasie zorganizowany został nawet konkurs. Zaczyna robić się monotematycznie, ale dla fanatyków kur (a może kościołów) temat nigdy nie będzie passe.

Na trzecim miejscu w zestawieniu  znalazł się profil Weszło, czyli klub towarzysko-sportowy.
https://www.facebook.com/Weszlocom



Wiem, żadna to nowość, chłopaki od 4 lat szturmują Facebooka i systematycznie dorobili się grupy ponad 40 tysięcy zwolenników. Sami określają się jako świry, ale pozytywne i zasadami. Faktycznie, czyste szaleństwo mamy już na samym cover photo, a profile picture podkreśla tylko naturę klubu. Mimo to, każdy fan piłki nożnej (nawet płci pięknej) znajdzie tu coś dla siebie, z humorem, ironią, czyli tym co kochamy najbardziej.

Na nagrodę grupową zasłużyły Ruchy Narodowe. Z pewnością za ilość, finezję i masowy wysyp na naszych newsfeedach. Zaczęło się od jedynego oficjalnego Fanpage'a https://www.facebook.com/RuchNarodowy.net
Nie ma co oglądać, więc grafik nie wklejam, chętni wejdą w link. W ślad za nim narodziły się różne sekcje, frakcje o różnorakiej tematyce. Moje serce skradła Sekcja Solarnego Imperium My Little Pony, z wiadomej miłości do kucyków i jednorożców.
https://www.facebook.com/SolarneImperium

W zestawieniu znajdziemy również Sekcję Zwłok, Sekcję Haftu, Szydełkowania i Robienia na Drutach, ale także Sekcję Onanistów, Dendrofilów, ukrytej opcji niemieckiej i innych, zabawnych nie przekraczających 100 fanów profili.

I ostatnia perełka lutego, zasługująca na szczególne wyróżnienie, gdyż wypłynęła z branży.Rodzina Stokowskich, która w ciągu miesiąca zgromadziła magiczną liczbę fanów 1 113.
https://www.facebook.com/RodzinkaStokowskich


Swoiste memorandum dla wszystkich tych, których twarze znamy dobrze już z wielu billboardów, ulotek, potykaczy, woblerów etc. Historie z życia wzięte poparte najlepszej jakości zdjęciami mogą być bazą wiedzy jak skontrować dobre copy dla JBM :) Wesoła rodzina Stokowskich dostarcza nam niezbędną porcję humoru każdego dnia, polecam...

To byłoby na tyle, czekam na kolejne trendy, wysyp coraz to ciekawszych malinek miesiąca z wielką nadzieją, że marzec przyniesie hity roku!


wtorek, 26 lutego 2013

Wilkinson lof

Luty już prawie za nami.
Opadł kurz po największym wydarzeniu tego miesiąca, mianowicie Walentynkach, które w mediach społecznościowych odbiły swoje piętno zarówno wśród zwolenników, jak i moich ulubionych haterów.
Dla tych, których ominęło zakochane szaleństwo gorąco polecam: "walentynkowy przegląd Social Media" w nowym marketingu:
Zbiór akcji wykonywanych tego dnia przez tzw. branżę z roku na rok wygląda coraz ciekawiej, chyba zacznę już coś kombinować na zaś...
Ale to co z mojej strony zasłużyło na uwagę to ukochana i cytowana wielokrotnie w moich strategiach marka Wilkinson.
Dla nieprzytomnych, jest to firma produkująca gadżety do usuwania owłosienia dla niej i dla niego.
Jestem olbrzymią fanką ich komunikacji na FB, ale to inna historia. Tym razem zaskoczyli nas piękną akcją miejską wykreowaną przez paryską (city of love) agencję +JWT Paris.
Prosty, intuicyjny przekaz w przestrzeni miejskiej z elementem zaskoczenia i uroku, jakiemu poddajemy się tego dnia. No nic dodać, nic ująć. Tylko oglądać i share'ować.


Ps.
Dla zainteresowanych bardzo polecam stronę WWW twórców:
http://www.jwt.com/jwtparis
Moim zdaniem, nie dało się lepiej wykazać swojego przywiązania do tworzenia społeczności..

wtorek, 19 lutego 2013

Generation ME

Jestem wielką fanką wszelkich segmentacji klientów, odbiorców marek.
Im bardziej szczegółowe, tym bardziej przydatne do strategii, doboru odpowiednich rekomendacji dla konkretnej marki.
Prócz tych powszechnie znanych, lubianych i popularnych powstałych ze względu na datę urodzenia: czyli generacji X i Y, mamy jeszcze ich odłamy, podkreślające wyróżniające ich zachowania, przyzwyczajenia i zainteresowania.
Ale, żeby zagłębić się w to co mnie najbardziej interesuje przejdźmy przez przedstawicieli (zdaniem Wikipedii :)) tych dwóch głównych nurtów.
Mianowicie mówiąc zrozumiałym i w pełni obrazującym językiem. Generacja X swoich przedstawicieli prezentuje w takich filmach jak Fight Club i Trainspotting.

Nie bez kozery Ci abnegaci są najtrudniejszą do przekazu reklamowego grupą.
Generacja Y jest już nam znacznie bliższa. Ci urodzeni w latach 1980-1995 nazywani są również pokoleniem klapek i iPodów. Ta w pełni świadoma swojej wartości, umiejętności i wszechobecnej cyfryzacji grupa konsumentów jest bardzo wymagająca, ale klucz do ich serc powszechnie znany
i rozsławiany na wszelkich materiałach marketingowych.
Schody zaczynają się, gdy musimy wniknąć w rozumy tych najmłodszych, np. pokolenia XD, cyfrowych tubylców dla których klawiatura komputera, czy myszka będą tak mało zrozumiałe, jak dla nas telegraf. Ale nie o tym dzisiaj.
Chciałam poruszyć najciekawsze dla moich oczu zjawisko, segment pokolenia Millennialsów, mianowicie Generation ME. W kontekście mediów społecznościowych najbardziej znacząca grupa odbiorców komunikatów marketingowych.Kto to taki i czym zasłużyli sobie na wyodrębnienie od reszty?


To wszyscy Ci młodzi (chociaż niekoniecznie), dla których jednym z ważniejszych aspektów życia jest własna ekspresja, aparycja, budowanie swojego wizerunku. Dlaczego zoom mamy właśnie na najmłodszych? Prócz tego, że od ich portfeli należeć będzie przyszłość reklamy, to też dlatego, że oni są najliczniej obecni w sieci, społecznościach. Ich zachowania generują nasze postrzegania nowych mediów, to oni definiują przyszłe potencjalne zmiany. 75% z nich (zdecydowana większość) posiada konto na Facebooku, 90% jest członkiem jakiejkolwiek wirtualnej społeczności. Tyle samo przedstawicieli grupy uważa się za wyjątkowych, unikalnych. Przyczyną tego jest świadome budowanie tej osobowości przy użyciu wielu ogólnodostępnych narzędzi (w domyśle Instagram, 4SQ etc). To co jest w nich faktycznie nadzwyczajne to zanik granicy między światem wirtualnym, a realnym (te pojęcia wypadną ze słownika), a także między marką, reklamodawcą, a odbiorcą reklamy. Nie warto na tym etapie tak mocno zagłębiać się w pojęcia synergii mediów, czy konwergencji kultury, które z pewnością mają na to olbrzymi wpływ (chętnych odsyłam do lektury "Kultury konwergencji" Henriego Jenkinsa). Ale co jest istotne, marki w ich życiu uczestniczą tak naturalnie i swobodnie, że nie sposób grupie tej nie poświęcić dedykowanych kampanii reklamowych.

Ankieta przeprowadzona przez The Keller Fay Group wśród amerykańskich nastolatków (13-17) wykazała, że młodzi ludzie rozmawiają na temat marek aż około 145 razy w ciągu tygodnia.
Liczba ta jest 2x wyższa niż w przypadku dorosłych. Badana grupa też znacznie więcej czasu poświęca reklamom, w porównaniu z dorosłymi znacznie częściej cytują zasłyszane w reklamach teksty.
Najczęściej wymieniane w badaniu marki to Apple, Amercian Eagle, Dr Pepper, Chevrolet oraz Nintendo. Większość rozmów krążyła wokół tematów mediów, rozrywki, sportu, rekreacji, zainteresować, nowych technologii, telekomunikacji i kulinariów.
Tematyka ta generacji jest najbliższa, bo dotyczy bezpośrednio i pośrednio ich samych, a marki wymienione w badaniu to te, które w większości przypadków są codzienną częścią ich życia, swoją historię i miłość budując od dziesięcioleci w świadomości konsumentów.

Na podstawie tych spostrzeżeń przebadano 5 tysięcy ludzi w wieku 14-29 i poproszono, żeby wybrali ulubione marki, a na temat wybranej napisali krótkie opowiadanie, dlaczego właśnie na nią się zdecydowali. Na podstawie tych tekstów wyłoniono 5 dominujących cech, charakteryzujących dobrą, nowoczesną markę.
Joeri Van den Berg, Mattias Behrer, Jak kreować marki, ktore pokocha pokolenie Y, seria Samo Sedno, Warszawa 2012, (fragm. rozdz. 2)

Atrakcyjność, unikalność, oryginalność, identyfikacja klienta z marką oraz zadowolenie to nowe wskaźniki bycia LOVE BRAND. Już nie cena, dostępność, przyjazność dla środowiska. Subiektywne emocje, cechy, które z łatwością moglibyśmy przypisać do przyjaciółki klasyfikują jedne brandy wśród tych pożądanych, gdy wobec drugich przechodzi się obojętnie.

Agencja InSites Consulting poszła dalej i opracowała autorski model, pozwalający na bliższe przebadanie faktycznej siły współczesnej marki. Według nich kluczem do sukcesu jest kombinacja ogólnej satysfakcji klienta (nazwijmy to na te potrzeby NPS), lojalności oraz jej bliskości do ideału.
Ale znowu mamy ogólniki, frazesy, które można by zastosować do wielu rzeczy i moglibyśmy dojść do nich intuicyjnie. Wróćmy zatem do potencjału generation ME.


Jak bardziej zagłębić się w temat, to każde z nas po trochu, mogłoby się do takiej grupy zaliczyć. Ewidentnym potwierdzeniem zjawiska jest miejsce statystycznie najczęściej odznaczane jako tzw. check in w aplikacjach geolokalizacyjnych, mianowicie lotniska... Wyjeżdżając na wymarzony urlop zagranicę, w dalekie,ciepłe i drogie kraje budujemy swój status wśród znajomych (niech wiedzą i zazdroszczą). Kolejnym wskaźnikiem są obecne profile społecznościowe, przepych zdjęć, informacji o wykształceniu, doświadczeniu, przeczytanych książkach, ulubionych miejscach również buduje nasz wizerunek. Komunikacja i orientacja wszystkich tych działań toczy się wokół nas samych. Lubimy marki, które wyrażają nasz status społeczny, upodobania.
Nie polubię na FB leku na zatwardzenie, ale deklarację do mojej niechęci do sportu (Fan page nie biegam) już jestem w stanie złożyć, bo wyraża ona moje usposobienie, abnegacje trendu zdrowego życia etc.
Jakie ma to znaczenie z marketingowego punktu widzenia? Olbrzymie.. pod wieloma względami. Od budowania haseł marketingowych, po nazwy profili na Facebooku, aż po styl komunikacji, dobór treści, czy nawet opakowania produktu, które ma być spersonalizowanym obrazem moich upodobań. Marki świadome wagi tej grupy, cech psychograficznych ją definiujących już z sukcesem wdrażają komunikaty przemawiające do ich ego.
Heineken z początkiem roku ruszył z kampanią stwórz butelkę przyszłości.
Nie dajcie zmylić się pozorom, że jest to kolejny konkurs kreatorski szukający inspiracji i pomocy w fansourcingu. Marka podobnie jak wcześniej wymienione Love Brand towarzyszy swoim klientom na rynku już od 140 lat. Jest częścią stylu życia milionów ludzi, których look, styl, energię i emocje dopełnia swoim produktem. Heineken to nie piwo, to styl życia, z którym możesz się utożsamiać. Hasło wyraź siebie nie wzięło się z wewnętrznego artysty, który drzemie w każdym z nas i czeka na odkrycie. Podkreśla nasz wewnętrzny egocentryzm, daje pędzel w dłoń i nakłania do kreowania tego, czego najbardziej pożądamy- własnego wizerunku.
Śledząc sukcesy finansowe takich serwisów, aplikacji jak Instagram,czy innych, mniejszych foto edytorów trudno dopatrywać się powszechnej pasji fotograficznej, czy miłości do kultury obrazkowej samej w sobie. Większość z nich kreuje (w lepszych barwach), za pomocą filtrów i innych dodatków nasz lepszy, piękniejszy świat.

Czy jest to wiedza objawiona, syndrom tej, specyficznej generacji, czy kolejna redefinicja zjawisk psychologicznych ubrana w technologię i szeroki zakres przekazu nowych mediów? Ocenę pozostawiam Wam. Chętnym do poszerzenia zagadnienia (nie z marketingowego punktu widzenia, ale właśnie psychologicznego) polecam książkę Jean M. Twenge "Generation me" o sugestywnym podtytule Why Today's Young Americans are more confident, assertive, entitled- and more miserable than ever before. Ja jestem zaintrygowana, mając jednocześnie nadzieję, że temat nie został wyczerpany na okładce.




piątek, 15 lutego 2013

Analiza głupcze!

Od ogółu do szczegółu. Ta idea przyświecać powinna każdej analizie czy to sytuacji politycznej, wczorajszego meczu piłkarskiego, a już z pewnością działań marketingowych. Komunikacja w mediach społecznościowych niczym się nie różni od komunikatów reklamowych w prasie, TV czy jakimkolwiek innym medium. Żeby zacząć ją prowadzić, trzeba obrać konkretną strategię działań, a nie po prostu zacząć mówić. To samo tyczy się oceny komunikacji, dajmy na to Fan page'ów na Facebooku. Podstawą jest analiza, w tym przypadku analiza obranej przez twórcę strategii.

Czemu piszę o takich oczywistych oczywistościach? Media społecznościowe, przynajmniej w Polsce traktowane są po macoszemu (ale to temat na inną dyskusję), dlatego działania w nich podciągane są pod całościową, całoroczną strategię działań marki w zakresie jej promocji.
I tu pierwszy błąd! Ba, pierwsza przyczyna problemów, jakie wynikać będą z prowadzonych działań w rzeczonych mediach. W kanale tym komunikujemy się z konkretną grupą, społecznością.
Rozpoczynanie działań od oceny i klimatu marki, rozkładania jej na czynniki pierwsze względem jej pozycjonowania wśród konkurencji prowadzi do nieporozumień.
Media społecznościowe, dajmy na to Facebook to nie miejsce komunikacji marka-klient, ale społeczność- społeczność, przyjaciel-przyjaciel, w takim celu zostały stworzone i nie zmienimy tego, jak bardzo byśmy chcieli. Analiza dlatego powinna dotyczyć grupy klientów, fanów, odbiorców komunikacji marki, nie tego jak powinni wyglądać jej fani, ale jacy faktycznie są.

Jeżeli takich danych nie mamy, warto pierwszy krok wykonać w kierunku infosfery, czyli bazy wiedzy działań i zachowań społecznych w stosunku do naszej marki. Monitoring forów, blogów wykaże, że chociaż oficjalnie nie prowadzimy tam działań nasza marka już tam istnieje, gdyż jest obecna w świadomości naszych obecnych, byłych i przyszłych klientów.
Wyniki badania odpowiedzą nam na podstawowe pytania: kto korzysta z naszych produktów, usług, jakie są ich odczucia w stosunku do marki, a także jaka jest jej rozpoznawalność na tle konkurencji. Poziom, ilość i natężenie dyskusji o marce również ma znaczącą rolę w podejmowanych działaniach w Social Media. Dlaczego? Bo wszystko to są działania na społecznościach, płynnym, stale żywym, zmieniającym się trybie.
Jeżeli wyjdziemy od przeświadczenia, że jesteśmy marką premium, w top 3 w swoim segmencie, świadczącą usługi dla średnio zamożnych i zamożnych, zainteresowanych kulturą wysoką to nie zdobędziemy łatwo fanów, przyszłych klientów, społeczności zainteresowanych naszym produktem (jeżeli nie jest on obecnie na fali). Zaczynanie myślenia od tego jaka jest marka prowadzi do błędnego koła, oczywiście komunikacja musi być utrzymana w klimacie już prowadzonych działań, ale musi być atrakcyjna dla jej odbiorców, przyszłych klientów, a nie każdego kto dołączy na chwilę do tego zaszczytnego grona, wejdzie, obejrzy i zniknie.

Dlatego powinniśmy najpierw zadać sobie pytania: jacy są nasi klienci, czy już nas lubią, co ich interesuje, o czym będą chcieli z nami rozmawiać, gdzie zazwyczaj przebywają,  jak do nich dotrzeć. Zdobyte informacje zestawić z marką, a co najważniejsze jej celami związanymi z komunikacją ze społecznością. Jeżeli są sprzedażowe, to skupić rekomendacje i wytyczne strategii na pozyskiwaniu potencjalnych klientów, jak wizerunkowe, to postawić mocny nacisk na angażujące, zasięgowe treści, ale wszystkie kierowane na społeczność, nie na efekt sam w sobie.

Jeżeli ogół i całościowy pogląd mamy już omówiony (i ktoś wytrwał do tego momentu) to przejdę do meritum, czyli szczegółu, na podstawie którego powstał obecny tekst. A mianowicie, ostatnio przygotowując strategię obecności w SM dla ubezpieczyciela natknęłam się, wśród wielu materiałów, tekstów na raport Forbes'a i Brand24 na temat firm ubezpieczeniowych w mediach społecznościowych z lipca 2012. Raport rozpoczynał ranking opracowany przez "niezależnych specjalistów". I tu, w tym właśnie momencie zapaliła mi się czerwona lampka. Po mimo, że wymienionym nazwiskom braku eksperckości nigdy nie można zarzucić, tak podstaw samego rankingu już nie zaakceptowałam.
Po pierwsze metoda przeprowadzonego badania okazała się tak złożona, że doczekała się swojego opracowania na dodatkowej podstronie (link do metodologii na stronie Forbesa), co tylko pogłębiło moje wątpliwości.
Niezależni eksperci dawali punkty wybranym Fan page'om (od 0 do 5) za na przykład: oryginalność treści... Bądź wykorzystanie materiałów foto i video. WOW. Nie wiem czy umiałabym ocenić swój poziom oryginalności w tej skali, a wykorzystanie różnych form treści wynika ze specyfiki prowadzonych działań i dostępnych w firmie materiałów. Nie spotkałam się jeszcze, żeby video  były tworzone specjalnie na potrzeby SM (jak tak to super, ale praktyka rzadka w Polsce). Oczywiście przy tak surowych kryteriach żaden ubezpieczyciel nie zdobył nawet 300 z 400 możliwych punktów, a pierwsze miejsce wśród opinii ekspertów zdobyła Ergo Hestia z majestatycznymi 266 punktami. Eksperci wyróżnili ją za oryginalność... Nie mnie to oceniać, czy wynik i miejsce w rankingu słuszne, ale jako strateg informacja ta jest dla mnie mniej niż przejrzysta. Co faktycznie znaczy oryginalne, jak się wyróżnia, czemu- czy trafia to do faktycznych odbiorców komunikatów i przekłada się na sprzedaż? To nie są pytania retoryczne, ja faktycznie jestem ciekawa. Szukam w sieci wiarygodnych treści, weryfikuję ich jakość i dobór, ale rzekomy raport publikowany na stronie Forbesa i dane w nim zawarte nie dość, że ich nie dostarczają, ale zamazują.

Nie dziwię się, że media społecznościowe traktowane są po macoszemu, z przymrużeniem oka, jako dodatek- bo tak są oceniane. Firma marketingowa, która szczyci się pierwszym miejscem w rankingu faktycznie myśli, że ma do tego prawo. I nie podnoszę tematu, bo moja firma nie wygrała, szczerze się przyznaję, że nie miałam z tym nic wspólnego, ba nie wiedziałam nawet, że takie zestawienie było organizowane, ale krew mnie zalewa, że ktoś (czyt. Junior Brand Manager) w wyborze przyszłej agencji, doborze mediów, bądź narzędzi może się tym kierować, bo przeczytał w Forbesie.

Dlatego raz jeszcze (uwaga, słowa broń Boże nie kierowane do "niezależnych ekspertów"), analiza głupcze! Czyli przyczyny, wyniki, zestawienia, a jak już niezależne opinie, to nie w skali od 0 do 5, tylko w konkretnych argumentach, na konkretnych postach, bądź kampaniach reklamowych. Zasialiście we mnie ziarno zainteresowania czemu to właśnie Hestia, które treści w badanym okresie były tak wyróżniające się...przecież to źródło wiedzy dla potomnych, wiedzy marketingowej. Szkoda.
I dalej jak mantrę... analiza, wnioski, rekomendacje, analiza, wnioski, rekomendacje...


Źródło: http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/strategie/najlepsi-ubezpieczyciele-w-social-media,28699,2